R o z d z i a ł I >> środa, 2 kwietnia 2008 16:39:05
Rok 1982


- Aylaytah! Wstawaj, śpiochu! - Krzyczała Bridget.
- Jasne, już wstaję... - Odpowiedziała, nie ruszając się ani nie otwierając oczu. - Jeszcze minuuutkę... - Dodała, ziewając.
- Jest dziesięć po ósmej. Nie próbuj mi później wmówić, że cię nie budziłam.
Aylaytah z wielkim wysiłkiem zwlekła się z łóżka. Dlaczego nigdy nie potrafiła iść spać o rozsądnej porze? Z trudem dotarła do łazienki i wzięła letni prysznic. Od razu poczuła się lepiej. Wygrzebała z szafy z pierwszą lepszą spódnicę i białą bluzkę. Summer i Bridget siedziały już na swoich łóżkach, gotowe do zejścia na dół.
- Idźcie beze mnie. Nie będę jadła śniadania. Spotkamy sie przed klasą - powiedziała Aylaytah do przyjaciółek.
- Przyznaj się, do której balowaliście?
- Nie pytaj - widząc spojrzenie Bridget, dodała - Do trzeciej.
Dziewczyny bez słowa wyszły z dormitorium i skierowały się do Pokoju Wspólnego. Aylaytah została sama. Ubierając się, zastanawiała się nad tym, jak wiele zmieniło się w jej życiu w ciągu ostatnich kilku lat. Miała jednak dziwne i nieodparte wrażenie, że te zmiany dotyczą tylko jej otoczenia, a ona sama zostaje ciągle taka sama. "Kujonka!" - Wołali na nią jeszcze w pierwszej klasie. Nic więc dziwnego, że nikt nie chciał się z nią przyjaźnić. Nikt oprócz Zavira i Noemi. Tylko oni trzymali ją wtedy przy życiu. Dzięki nim udało jej się przetrwać. Nikt inny nie chciał jej znać.
"Muszę przestać rozpamiętywać przeszłość. Co było, już się nie odstanie..." - myślała, wkładając na siebie spódnicę. Postanowiła, że się zmieni. Że nie będzie taka, za którą wszyscy ją uważali. Będzie pewna siebie, dumna, nie będzie się przejmowała głupim gadaniem. Powodów jej zmiany było wiele. Zaczęło się od straty najlepszej przyjaciółki. Później problemy z dogadywaniem się z rodzicami, napięta atmosfera w szkole po morderstwie, które wstrząsnęło wszystkimi. Do tego dziwna sytuacja z Chrisem, której Aylaytah tak naprawdę nie rozumie do tej pory…
Miała wtedy trzynaście lat… Chciała zostawić wszystko za sobą. Prosiła Boga o drugą szansę. Wkrótce później ją dostała. Los się dla niej odmienił. Było to dla niej bardzo ważne. W jej życiu nastąpił gwałtowny przełom. Zmieniła się, może nie do końca zgodnie ze swoimi wyobrażeniami i najskrytszymi marzeniami. Pogrążona w myślach Aylaytah nie zauważyła, że za chwilę będzie spóźniona. Wkroczyła do klasy na lekcje transmutacji spóźniona o prawie dziesięć minut. Ze stoickim spokojem wysłuchała reprymendy profesor McGonagall i usiadła obok Summer i Bridget. Zaczęła zastanawiać się nad tym, jak to jest być tak popularnym, wygadanym i przebojowym jak Bridget. Jej czarne lśniące i idealnie proste włosy robiły furorę. Chłopcy wodzili za nią oczami jakby była puszystym, słodkim kociakiem. Tak też się zachowywała. Dzięki temu zawsze dostawała to, czego chciała. A raczej, kogo chciała. Potrafiła każdemu porządnie dopiec, ale z natury była całkiem miła.
Całkowitym przeciwieństwem Bridget była Summer. Zawsze spokojna i opanowana, uśmiechnięta, kulturalna, typowa szara myszka. Nieustannie próbowała nie wyróżniać się z tłumu, co przy wzroście metr siedemdziesiąt siedem było prawie niemożliwe.
Mimo wszystkich ich wad, Aylaytah kochała je jak siostry, których nigdy nie miała. Spędzały ze sobą mnóstwo czasu, jednak czasami wolała zostać sama.
McGonagall powiedziała jej kiedyś, że pasowałaby do Slytherinu. Jednak tiara umieściła ją w Gryffindorze. Od tamtej pory Aylaytah dużo o tym myślała. Ciekawiło ją, dlaczego taka była decyzja tiary. Z zamyślenia wyrwał ją głos profesorki.
- … zaklęcie powodujące znikanie jest zaklęciem, jak wiecie, bardzo złożonym. Dużo zależy od tego, jaki przedmiot chcemy mu poddać. Zaczniemy od najprostszych, czyli bezkręgowców. Wilhelmino Lumber, proszę natychmiast przestać rozmawiać i rozdać wszystkim ślimaki.
Resztę lekcji zajęło nam ćwiczenia zaklęcia znikającego. Pod koniec lekcji ze ślimaka Aylaytah zostały tylko skorupki, a Bridget sprawiła, że cały ślimak zniknął. McGonagall nagrodziła ją pięcioma punktami. Wielu osobom w ogóle się nie udało.
Kolejną lekcją tego dnia były eliksiry.
- Hej, co się z tobą dzieje? – Zapytała Summer, gdy wszyscy zaczęli przygotowywać swoje antidota a Aylaytah nie ruszyła się z miejsca.
- Chyba wczoraj trochę przeholowaliśmy… - powiedziała Ayla.
- Tylko trochę?
- Jak my cię nie przypilnujemy, to zawsze tak się kończy – dodała Bridget.
- Wiem. Na szczęście mam was – uśmiechnęła się.



Nie kłam, że kochasz mnie.
Nie kłam, że weźmiesz gdzieś daleko tak, że
Nie znajdą nas.
Kochanie wiem, w co grasz.
Ta pokerowa twarz
Nic nie da, bo ja już mówię pas.


komentarze [1]

P r o l o g W s z e c h C z a s ó w >> piątek, 29 lutego 2008 15:37:14
30 lipca 1977 roku

W spokojnym miasteczku Aviemore nigdy nie działo się nic szczególnego, także i teraz. Na Love Avenue było spokojnie jak zawsze. W powietrzu było dwadzieścia pięć stopni, a barometr wskazywał ponad tysiąc hektopaskali. Chyba nikt nie zauważył lecącej sowy płomykówki. Chyba nikt nie chciał jej zauważyć. Sowa wleciała przez okno do domu pod numerem osiemnastym. Dom ten nie wyróżniał się niczym szczególnym, a jego mieszkańcy byli postrzegani jako kulturalni, uczciwi i ciężko pracujący. W miasteczku cieszyli się ogromnym szacunkiem wśród innych mieszkańców. Więc dlaczego sowa wleciała akurat tam w dodatku w samo południe?
- Mamo, spójrz! To sowa zaadresowana do mnie! – Powiedziałam, siadając przy kuchennym stole obok mamy.
- To pewnie ze szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Tam uczyliśmy się z tatą czarować. Teraz będziesz tam chodzić ty.
- Naprawdę? Ale dlaczego nie powiedzieliście mi wcześniej?
- To była niespodzianka.
Wciągu kilku chwili dowiedziałam się mnóstwa rzeczy o Hogwarcie. Wiem już, że uczniowie są podzieleni na cztery domy, zbierają punkty, a na koniec roku mogą wygrać Puchar Domów. Nie mogłam jednak doczekać się chwili, kiedy pierwszy raz wejdę w progi tego cudownego zamku. W końcu opowiadanie mamy to nie to samo, co rzeczywistość...
1 września 1977 roku

Właśnie wtedy nadszedł ten dzień. Pierwszy września. Zaczął się normalnie, tak jak każdy inny. Wstałam chyba o siódmej, ubrałam się, a potem spakowałam jeszcze kilka brakujących rzeczy. Nakarmiłam mojego kota, a potem sama zjadłam śniadanie. Wyjrzałam przez okno. Słońce nie świeciło tak mocno, jak jeszcze kilka dni temu. Na niebie nie było żadnej, nawet najmniejszej chmurki. Dla wielu ten dzień rozpoczynał nową erę. Naukę. Ale nie matematyki, czy innych mugolskich przedmiotów. Naukę magii w Hogwarcie. Rodzice po raz kolejny przypominali mi, jak mam się zachowywać, żeby zrobić dobre pierwsze wrażenie. Słyszałam to już setki razy. Kiedy wreszcie dotarliśmy na King’s Cross, było za kwadrans jedenasta. Po kilku minutach znaleźliśmy się na peronie. Mama wytłumaczyła mi, jak dostać się na peron 9 i ¾. Musieliśmy przejść przez barierkę między peronami dziewiątym i dziesiątym. Miałam dziwne wrażenie, że to jakaś bajka i rodzice sobie ze mnie żartują. Jednak spokojnie przeszłam na drugą stronę. Moim oczom ukazał się czerwony pociąg z buchającą białą parą. Kiedy maszynista zadzwonił, pożegnałam się z rodzicami, wzięłam swoje bagaże i wgramoliłam się do wagonu.
Pociąg sunął po szynach wśród zielonych łąk i kolorowych kwiatów. Z komina buchała biała para, tworząca w powietrzu różne, niesymetryczne kształty. Niektóre wyglądały jak rośliny, inne jak rzeczy, a jeszcze inne były nic nieprzypominającymi, zwykłymi obłoczkami.
Siedziałam w ostatnim wagonie pociągu, jedynym, który był wolny. W oknie wisiała czerwona kotara, wyglądająca jak kwiat maku w pełnym słońcu. Po kilkunastu minutach podróży drzwi przedziału otworzyły się i zajrzała jakaś dziewczyna.
- Cześć, jestem Leanne. Mogę tu siąść, bo nigdzie nie ma już miejsca…?-Zapytała.
- Tak, jasne, siadaj.
- Rany, jesteś mulatką! - Usłyszałam okrzyk zdumienia, podziwu?
- Jestem. I co z tego? - Zapytałam niezbyt grzecznie.
- Nie, nic… Zawsze podobali mi się wszyscy mulaci i chciałam kogoś takiego poznać…
Tego właśnie się obawiałam. Jestem mulatką i co z tego? Moi znajomi ze starej szkoły już się do tego przyzwyczaili i nie zwracali na to uwagi, jednak inni zawsze musieli wtrącić to jedno, niepotrzebne zdanie.
- Pochodzisz z rodziny mugoli? - Znowu pytanie.
- Nie, jestem czystej krwi. A ty?
- Moja matka jest mugolem, a ojciec czarodziejem.
Nie cierpię czegoś takiego. Czystej krwi, brudnej krwi, szlamowatej krwi… Jakie to ma znaczenie? Żadne! Jaka jest różnica pomiędzy czarodziejami czystej krwi a brudnej krwi? Nie ma takiej różnicy, dla której można wprowadzać niepotrzebną selekcję! Może trochę narzekam, ale te rzeczy wyniosłam z domu. Moja mama zawsze mi powtarzała, żebym nie oceniała ludzi na przykład po kolorze skóry, wyglądzie, czy czystości krwi…
- O rany, nawet się nie przedstawiłam! - Powiedziałam. - Jestem Aylaytah d’Artagnan.
Lenne jest strasznie gadatliwa! I trochę ciekawska. Chciałby od razu wszystko wiedzieć. W ciągu kilku minut naszego ‘spotkania’ dowiedziała się, że mój tata pracuje w Departamencie Komunikacji, a mama prowadzi sieć sklepów „Czarownica”. Drzwi przedziału rozsunęły się ponownie. Wszedł przez nie chłopak, chyba też w naszym wieku.
- Czy mógłbym się do was przysiąść? - Zapytał niemrawo- Nigdzie nie ma już miejsc.
- Siadaj.
- Dzięki. Jestem Zavir.
- Ja jestem Aylaytah, a to jest Leanne.
Jechaliśmy jeszcze kilka godzin. Krajobraz schludnych pastwisk lub łąk zmieniał się gwałtownie w zapuszczony i dziki.
Zavir okazał się być jedenastolatkiem. Miał brązowe, kędzierzawe włosy oraz zielone oczy. Tak jak ja chciał być w Gryfindorze. Lenne marzyła, żeby trafić do Ravenclawu, gdzie kiedyś była cała jej rodzina. Gdy zaczęło się robić ciemno przebraliśmy się w szkolne szaty. Pomyślałam, ze już za chwilę zobaczymy zamek w całej swojej okazałości. Po kilkunastu minutach pociąg zatrzymał się na peronie w Hogsmeade. Wzięliśmy swoje bagaże i wyszliśmy na zewnątrz. Naszym oczom ukazała się tylko wioska. Hogwart był skryty za zasłoną gęstej jak mleko mgły. Nagle ktoś zaczął krzyczeć:
- Proszę wszystkich pierwszorocznych! Pierwszoroczni tutaj! Po trzech do łódki proszę!
Razem z Zavirem i Lenne skierowaliśmy się w stronę, gdzie miało być miejsce naszej ‘zbiórki’.
Po chwili zobaczyłam krzyczącą osobę. Była wysoka, miała bardzo spiczastą tiarę. Wygląd jej twarzy świadczył o tym, że z niechęcią wykonywała swoje zadanie.
Po piętnastu minutach stanęliśmy u wrót zamku. Był naprawdę cudowny! Wielki, majestatyczny, musiał kryć w sobie wiele tajemnic… Jestem ciekawa, czy ktoś kiedykolwiek je wszystkie poznał… W Sali Wejściowej czekała na nas nauczycielka.
- Dzień dobry. Jestem Gwendoline Mauhead i zaprowadzę was na Ceremonię Przydziału. Proszę ustawić się parami i pójść za mną – powiedziała.
Weszliśmy do Wielkiej Sali. Profesor ustawiła nas w rzędzie równoległym do stołu ciała pedagogicznego. Wniosła stołek z dziwnym, starym i bardzo zniszczonym kapeluszem, który po chwili zaczął śpiewać:
Jestem Stara Tiara,
Tiara Przydziału.
Ja powiem, gdzie będziesz żyć,
Ja powiem, z kim będziesz żyć,
Ja powiem, ja pokaże,
Ale tylko wskaże.
Nic wiecej.
Gryfindor mężny,
Slytherin waleczny,
Ravenclaw mądra,
Hufflepuff przebiegła.
Tu kogoś poznasz,
Może pokochasz.
Czasy spokojne,
Ale nie do końca.
Wróci groza,
Wróci śmierć.
Ale to będzie kiedyś.
Kiedyś, w przyszłości.
Wróci groza,
Wróci śmierć.
Doczesne sprawy zostaw, Albo je całkiem porzuć.
Oddaj się temu uczuciu.
Spójrz.
Poznaj.
Pokochaj.
I zapomnij.

To był śpiew inny niż wszystkie. Każda część była zaśpiewana inaczej, w innym stylu. Całość nie miała jednolitej melodii. Na pewno nikt nie umiałby teraz tego powtórzyć. Strasznie mi się spodobała pieśń tej Tiary. Teraz głos zabrała pani Mauhead:
- Kiedy wyczytam nazwisko i imię, dana osoba nakłada Tiarę i siada na stołku. Abbott Louis!
Po chwili kapelusz krzyknął:
- RAVENCLAW!
Pomyślałam, że za chwilę będę ja.
- d’Artagnan Aylaytah.
W głowie kołatała mi tylko jedna myśl: Będzie dobrze, niezależnie od tego, do którego domu trafię. Chcę do Gryfindoru, chcę do Gryfindoru… Siadłam na stołku. Chcę do Gryfindoru… Moi rodzice byli w Gryfindorze. Podobno członkowie rodziny zazwyczaj trafiają do tego samego domu… Sekundy dłużyły się i stawały się minutami. Myślałam, że będę tam siedzieć całą wieczność. Tiara krzyknęła:
- GRYFINDOR!
Przy stole Gryfonów zabrzmiały oklaski. Cała rozpromieniona siadłam obok nich.
Ceremonia Przydziału prawie dobiegała końca. W rzędzie na środku sali zostało tylko kilka osób. Zavir także trafił do Gyfindoru, a Leanne, tak jak chciała, do Ravenclawu. Szkoda, bo myślałam, że będziemy się trzymać razem… Na początku wydawała mi się straszna gadułą, ale mimo wszystko była miła… Zaczęłam ją nawet lubić… Gdy reszta uczniów została przydzielona do odpowiednich domów, na stołach pojawiły się złote półmiski pełne jedzenia…
Gdy uczta się skończyła, wstał profesor siedzący pośrodku wielkiego stołu i powiedział;
- Dzień dobry. Nazywam się Albus Dumbledore i jestem dyrektorem Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Chciałbym serdecznie powitać w nowym roku szkolnym zarówno pierwszaków, jak i wszystkich pozostałych uczniów. Mam nadzieję, że ten rok będzie lepszy, a nie gorszy od poprzedniego. Przypominam, że nie wolno wchodzić na teren Zakazanego Lasu…
Dyrektor mówił jeszcze przez chwilę, ale byłam tak zmęczona, że nie chciało mi się go słuchać…
Gdy skończył wyszłam z Wielkiej Sali z tłumem innych Gryfonów. Wchodziliśmy po schodach. Nagle stanęliśmy przed portretem Grubej Damy (była naprawdę gruba). Żeby wejść do Pokoju wspólnego trzeba było podać hasło, które brzmiało Priori Incantem. Jakiś wielki uczeń powiedział mi, żebym weszła po spiralnych schodach do dormitorium z napisem „Klasa I”. Siedziała tam już jedna dziewczyna.
- Cześć, jestem Ayla - próbowałam nawiązać rozmowę.
- Mam na imię Summer.
- Miło mi - uśmiechnęłam się. –To łóżko jest wolne? - Zapytałam po chwili.
- Tak. Nie wiesz przypadkiem, gdzie są te dwie, które mają z nami mieszkać?
- Nie wiem jak wyglądają, więc chyba ci nie pomogę…, ale na pewno zaraz przyjdą. Uczta przecież dopiero się skończyła.
Siadłam na łóżku. Po chwili do dormitorium wparowały dwie wystraszone dziewczyny.
- Cześć, nie mogłyśmy tu trafić - powiedziała jedna z nich. -Jestem Bridget.
- A ja Noemi.
W ten sposób poznałam moje współlokatorki. Szybko się rozpakowałam, a później byłam tak zmęczona, że od razu zasnęłam.

komentarze [14]

Linki

Archiwum

2008
luty (1)
kwiecień (1)

Ulubione

losy-doroslej-hermiony

Szablon

Zrobiła , więcej i lepiej(?) na SzE.

O mnie | Ulub | Księga |